czwartek, 25 lipca 2013

20!!!






















Już od tygodnia jest mnie 20 kg mniej!
Spodnie ciagle te same,ale wchodzę w ciuchy sprzed  lat.
Uczucie boskie;)
Więcej później,jak znajdę chwilę.

niedziela, 7 lipca 2013

Docisk

Ledwo wczoraj zdążyłam na wizytę!
Pochwaliłam się lekarzowi wynikami - nie oczekiwałam entuzjazmu i dobrze;)
Bałam się że mnie nie będzie chciał docisnąć ,bo zeszło sporo ale stwierdził,że "nie jest to satysfakcjonujący spadek" - ogólnie może i nie ,ale jak na dwa miesiące po opracji całkiem chyba niezły?
Po krótkiej rozmowie przeszliśmy do gabinetu rtg gdzie zobaczyłam moją opaskę na ekranie,nieprzyjemne wkłucie i ..zrobiło mi się słabo,niedobrze,jeszcze sekunda a zemdlałabym.
Wypiłam kontrast-bałam się że mi się cofnie albo uleje,ale nie-przechodził całkiem dobrze i doktor docisnął opaskę bardziej.
W sumie mam 5ml -cieszę się że nie więcej.
Jestem przez 5 dni na płynach i dobrze,bo po ostatnim szaleństwie sushi należy mi się mała głodówka.
Po wyjściu ze szpitala bałam się wypić cokolwiek ,ale zadzwoniłam do Koleżanki po przejściach z dociskiem(dzięki Ania!)i kazała mi napić się czegoś żeby zobaczyć,czy wogóle przejdzie.Przeszło na szczęście,chociaż odbija mi się jak kilka dni po operacji.
Burczy w brzuchu,ale inaczej podchodzę do kwestii głodu.Burczy i już,nie mam ochoty zjeść konia z kopytami.Znajmi jedli przy mnie ukochane ruskie pierogi,do tego pyszne pewnie ciacha,dziś Mąż je przy mnie łososia,a ja daję radę.Dumna jestem!Ciekawe tylko jak dam radę z aquafitnessem i sauną później.Jeśli mnie przyciśnie zjem jakiś serek homo albo zrobię kaszę manną,ale narazie jest git.
Dwa kilo w dół od wczoraj,warto;)


Zdjęcie ze strony:opaskazoladkowa.pl -polecam,bardzo dużo przydatnych informacji,znajdziecie też ciekawy FILM

wtorek, 2 lipca 2013

15

Waga spada,ale strasznie powoli!
Ostatni tydzień spędziłam na szkoleniu ,niestety jedzenie nawet obok zdrowego nie stało.
Mimo,że podczas tego tygodnia robiłam 13 km piechotą schudłam niecały kilogram,a to podziałało bardzo demotywująco.
W sobotę dociśnięcie.

piątek, 7 czerwca 2013

Wieloryb/ka na basenie

Poszłam .

W zasadzie zostałam tam zaciągnięta przez męża niemal siłą,bo dopadł mnie niesamowity stres.

Kiedy wchodziłam do basenu w tym debilnym czepku żaden facet nie zwracał na mnie uwagi,tylko jedna dziewczyna stała i się gapiła.
"Ja Ci jeszcze pokażę"pomyślałam i popłynęłam.
Zrobiłam cztery czy sześć długości,nie pamiętam,po każdej potrzebowałam chwili na odsapnięcie,ale co tam.Jest lepiej niż przy poprzedniej próbie kilka lat temu.

Potem poszłam do sauny na podczerwień - ponoć najskuteczniejsza,najzdrowsza i usuwa wszystkie toksyny.
Znowu się zestresowałam ,bo w środku siedziała ładna blondynka i jeden chłopak,a tu nagle wchodzę ja-słoń.
Ale dziewczyna okazała się bardzo sympatyczna,a polubiłam ją jeszcze bardziej gdy okazało się że w połowie długości basenu dostaje zadyszki i musi odpocząć.
Nie wiem czy sauna zdziała cuda czy nie,ale moja skóra jest super gładka a ja dziś czuję się okropnie zmęczona.Okropnie!
Chętnie chodziłabym częściej,ale 18 zł za godzinę razy dwa-bo chodzę z Mężem to zdecydowanie za dużo .Pokombinuję z karnetem na aquafitness.
Na wadze 115 czyli tylko 200 g od wczoraj,ale znowu czuję,że zatrzymuje mi się woda w organiźmie.
Cholery można dostać.
Dzisiaj świętuję zgubienie dwunastego kilograma,tadaaaam!

Na obiad pieczony łosoś,pieczone ziemniaki i szparagi.
Jutro robię pierwsze pooperacyjne sushi-mniam!

czwartek, 6 czerwca 2013

Jest super

Już ponad miesiąc po operacji a ja czuję się świetnie.

Na wadze ponad 11 kg mniej i znowu codziennie ubywa mi około 300g.
Staram się chodzić na spacery co drugi dzień około 4-5 km a niedługo zapisuję się na aquafitness.
Wstydzę się rozebrać przed grupą super lasek,ale muszę się przemóc.Mam nadzieję potem skoczyć na saunę z podczerwienią ,podobno jest boska jeśli chodzi o spalanie tłuszczu i oczyszczanie organizmu z toksyn.
Niestety przede mną tydzień wyjazdowy na garnuszku hotelowym który tłusty jest niesamowicie,bo już tam bywałam.
Nawet gdybym chciała zjeść samą zupę to i tak pójdzie mi w biodra,bo łyżka w tej zupie staje.
Nie mam wyjścia,przed zajęciami muszę zaliczać długie spacery z psami,inaczej znowu przytyję.
 Zbiera mi się woda w organiźmie niestety,a piję dużo,jem zdrowo-czas odwiedzić lekarza .
Musiałam przełożyć kontrolę opaski ,nie pasowała mi wizyta w tą sobotę,pojadę na początku lipca.
I tak by mnie nie docisnął,czuję ból jedząc niemal cokolwiek a wczoraj gdy zjadłam zajgonkę leciałam biegiem do toalety w restauracji-ból był potworny,musiałam zwrócić.
Co do diety-jem zdrowo!
Nie rózni się moje jedzenie jakoś specjalnie od tego co jadłam wcześniej,ale teraz zwracam bardzo dużą uwagę na to,aby w diecie nie było wogóle cukru,sama wszystko robię w domu i nie jemy nic przetworzonego.
Plus piję jak smok.
Załapałam straszną fazę na białko w jakiejkolwiek postaci-zachciało mi się wędliny-więc kupuję taką bez konserwantów,zajadam sery białe,ryby wędzone,jajka.
Wymyśliłam sobie pasty kanapkowe na śniadanie które są wspaniałe w samku i zdrowe,
nie zmieszczę w siebie jednej kromki chleba co jest super;)
 Pasta z jajek,makreli,szczypiorku i oleju lnianego powyżej.Pyszna.

 Pasta z jajek,szczypiorku ,szynki i oleju lnianego.Moja ulubiona!
 Naleśniki z mąki orkiszowej z soczewicą,celbulą i twarogiem zamiast jogurtu plus czosnek.
Wspaniałe guacamole-dojrzałe awokado(musi dojrzewać zamknięte w reklamówce z jabłkami),pomidory,czosnek,olej lniany.Po takim śniadaniu jestem pełna ponad 4 godziny.

Jak widać jedzenie pyszne,ale i zdrowe.Tłuszczu używam,ale dobrego.Nie smażę,piekę.




czwartek, 16 maja 2013

Stałe i papki

Po skończeniu drugiego tygodnia zaczełam wprowadzać papki ,ale nie fisiowałam z tym zbytnio.
Lekarz powiedział,że po coś zęby mam i tego się trzymam.
Na pierwszy obiad był łosoś z ziemniakami i batatami na parze-coś wspaniałego!
Do tego zrobiłam dzień wcześniej wegański majonez-przepis TUTAJ-przypomina w smaku bardziej hummus,ale jest pyszny tak czy inaczej szczególnie do wymieszania ziemniaków i łososia na papkę.

Ile zmieściłam?Ano,kilka łyżeczek,nie więcej-dziwne,bo koleżanki po opasce pod koniec drugiego tygodnia szamają wszystko w normalnych ilościach,ale ja się cieszę bardzo.

W dalszym ciągu piję sok z grejfruta i pomarańczy,już weszło mi to w krew.

Jem trzy małe posiłki dziennie.Staram się by były miękkie i lekkostrawne,w końcu mój żołądek jeszcze się nie zagoił.Mam fazę na pomidory malinowe-zawsze miałam!Jem je z chlebem pszennym bez skórki,bo na ciemny jeszcze za wcześnie-jest twardy i ziarnisty,czuję że zatrzymuje mi się w przełyku.
Pozwalam sobie raz na jakiś czas na fasolkę Heinza z puszki z połową kromki chleba i masłem.Dzis na śniadanie była kanapka-a w zasadzie połowa kromki z pastą rybną i olejem lnianym.
Pasta rybna czyli zblendowane szprotki z twarogiem i sokiem z cytryny,powinna być cebula ale jej jeszcze do jadłospisu nie włączyłam.

Zdjęć dziś niet,nie mogę załadować.

Jestem w rodzinnych stronach,uskuteczniam z psami sześcio kilometrowe spacery raz na kilka dni,waga chyba spadła o kilogram ale nie jestem pewna,muszę się zważyć u siebie.
Jak narazie to tylko Tata zauważył że mnie ubyło.No cóż,roztyłam się bardzo przed operacją i mało kto mnie widział w wersji maxxxxx.

Lecę na spacer,pa!

czwartek, 9 maja 2013

Szwy

...już na szczęście są zdjęte.
W dalszym ciągu nie mogę się nadziwić durnocie polskich urzędów i przychodni.
Najpierw wizyta u rodzinnego po skierowanie na zdjęcie szwów i dopiero potem wizyta w poradni chirurgicznej.
Czy nie mogłabym po prostu iść do chirurga,pokazać wypis,szwy i poprosić o ich zdjęcie?

Pani doktor która oglądała mój brzuch po wygojeniu była dość specyficzna(wychodząc po poprzednim swoim pacjencie z uśmiechem od ucha do ucha krzyknęła przez długość poczekalni:ale się naoglądałam u Kowalskiego jaja!Ha! Mówię wam!"
Zastanawiałam się w jaki sposób będzie komentować mnie .
Tak czy inaczej nie chciała uwierzyć jak powiedziałam,że schudłam prawie 8kg (dziś ważę dokładnie 7.8kg mniej)/krzyknęła ze zdziwienia-naprawdę,dość specyficzna osoba.
Chyba już nie chcę się u niej więcej pojawić.

Co do nie/jedzenia.
Przedwczoraj zrobiłam najlepszy na świecie,najpyszniejszy barszcz czerwony na kostce wegetariańskiej,a wczoraj zagęściłam go jogurtem i dodałam trochę ziemniaków na życzenie Męża.
Coś pysznego,naprawdę,dobrze,że znalazłam na niego przepis:
 Zjadłam kilka łyżek i poczułam się pełna-dodam,że ziemniaki zagęszczały mi zupę ,nie jadłam ich osobno czy coś.Czuję że żołądek mi pulsuje więc resztę odłożę na potem.
Dodatkowo piję jak smok-dziś na tapecie woda z miętą i cytryną-trochę burczy po niej w brzuchu ale da się wytrzymać.
Rzerzuszka już rośnie na sobotnie papkowe śniadanko ,olej lniany kupię jutro.
Jest git;)